facebook

Bankowość jutra to bankowość z ludzką twarzą PDF Print Adres email
Przedsiębiorczość
Poniedziałek, 11 marca 2013 08:26

b_150_100_16777215_0___images_stories_2013-03_lysien_bogdan12.jpg- Ten rok nie jest rokiem optymizmu na Żywiecczyźnie - przekonuje Bogdan Łysień. Z dyrektorem żywieckiego oddziału Mutlibanku rozmawiamy o bankowości z ludzką twarzą, o klimacie dla żywieckiej przedsiębiorczości oraz zmianach, jakie czekają klientów Multibanku w Żywcu.

Podczas spotkania noworocznego z przedsiębiorcami zarówno Pan, jak i pracownicy żywieckiego oddziału Multibanku wystąpili w teatralnych maskach. Dlaczego właśnie ten rekwizyt zdominował to wydarzenie?
To pewien symbol, do którego świadomie nawiązujemy. Staramy się bowiem cały czas mieć na uwadze nasze motto: „tworzymy przyjazny świat finansów” i szczerze odpowiedzieć na pytanie: tworzymy, czy udajemy, że tworzymy? W bankowości doszliśmy już wszyscy do pewnego progu rozwoju. Mam na myśli wysoką technikę, która zamiast pomagać, zaczyna przeszkadzać. Banki mają dziś rozterkę. Jest grupa młodych klientów, za którymi chcą podążać, o których ścigają się między sobą kusząc nowymi aplikacjami, rozwiązaniami elektronicznymi i rozmaitymi udogodnieniami. Jest jednak druga grupa, między innymi kategoria wiekowa 50+, czyli ludzie, którzy niekoniecznie muszą być na „ty” z nowoczesnymi aplikacjami na iPhona, systemami komputerowymi, czy innymi elektronicznymi produktami. Proszę zwrócić uwagę, jak wielka rzesza osób jest już wyalienowana w społeczności klientów bankowych, ze względu na bardzo wysoką – nazwijmy to w cudzysłowie – „technikę bankowania”. To niedopuszczalne. Nawet w Unii Europejskiej w najbliższej perspektywie ogromna część środków finansowych będzie przeznaczona na coś, co nazywamy włączeniem społecznym, czyli przywróceniem do społeczeństwa grup do tej pory z niego wyizolowanych.

Temu mają też służyć zmiany jakie szykują się w najbliższej przyszłości w ramach Multibanku oraz innych banków należących do grupy BRE?
Wszystko nad czym pracujemy w ramach projektu „One Bank”, czyli nowego mBanku, poprzedziło zadanie sobie wielu pytań, związanych z oczekiwaniami klientów. Chcemy spełniać te oczekiwania, ale to nasz cel krótkofalowy. Na dłuższą metę, my chcemy te oczekiwania zmieniać. Do tej idei nawiązywała maska obecna na ostatnim spotkaniu z klientami. Chcemy pokazać się klientom bez maski – pokazać bankowość z ludzką twarzą. W sytuacji, kiedy klient ma do wyboru dwadzieścia kilka banków, ścigających się ofertami typu „załóż konto, a zwrócimy ci kilka, kilkadziesiąt złotych”, trudno podjąć decyzję. Klient widząc tyle reklam, słysząc rozmaite hasła, czasem niestety oderwane od rzeczywistości nie wie komu zaufać. Dlatego staramy się pozyskiwać klientów opierając się na twardych argumentach: „chcemy dać określoną jakość, nie obiecujemy, nie robimy krótkiej promocji”. Banku nie wybiera się na krótko. Powinno być tak, jak w wielu krajach rozwiniętych, gdzie bank wybiera się na długie lata.

Czym zatem się kierować?
Bardzo ważna jest rekomendacja. Mamy klientów, którzy są z nami ponad 20 lat. To naprawdę kawał czasu. Po to organizujemy coroczne spotkania, aby podziękować klientom za to że są z nami i że rokomendują nasz bank. Nasze spotkania mają również pokazać, jaką drogą idziemy, dokąd zmierzamy i co staramy się osiągnąć. A że przy okazji dzięki takim spotkaniom, może pokazać się z innej strony, to również bardzo dobrze. Te spotkania mają już taką ideę, że nie przychodzi się na nie, bo wypada, ale naprawdę dają okazję miłego spędzenia czasu, spotkania znajomych, porozmawiania, nawiązania nowych kontaktów.

Przy okazji goście mają okazję zobaczyć, kto oprócz nich jest klientem Multibanku.
Tak, to też jest ważne. Nie kryjemy, że bardzo nam zależy na jakości. To element, który nasz bank mocno akcentuje, gdyż klient również świadczy o banku. Staramy się więc zwracać uwagę na to, żeby klient nie tracił czasu, otrzymywał najwyższą jakość produktów i usług, których konkurencja dać nie może. Nie, że nie chce, po prostu nie może im sprostać.

Wspominał Pan już, że była okazja, żeby przedstawić plany na najbliższą przyszłość.
Czeka nas projekt stworzenia nowego banku łączącego w sobie trzy dotychczasowe marki: mBank, Multibank i BRE Bank. To dla klientów nie jest jednoznacznie uzasadnione. Każda z nich miała swoją siłę i uznanie. Odejście od tych silnych marek może być więc niezrozumiałe. Sam byłem już setki razy pytany, o to, dlaczego odchodzimy od nazwy MultiBanku na rzecz mBanku. Tłumaczę więc, że mBank nie będzie już bankiem postrzeganym wyłącznie jako detaliczny. To będzie suma trzech marek z zupełnie nowym logo. Zniknie kwiatuszek mBanku, a pojawią się trzy paski symbolizujące trzy dotychczasowe filary: jeden dotyczący bankowości korporacyjnej, właściwej dla BRE Banku, drugi bankowości Multibankowej adresowanej do zamożnego klienta oraz trzeci, symbolizujący bankowość internetową, którą szczególnie sobie cenią klienci dotychczasowego mBanku.

A jeśli chodzi o plany placówki bankowej na Żywiecczyźnie?
Mamy już pięć lat. To mało i dużo. Mamy nową wizję na następne pięć lat na Żywiecczyźnie i zdajemy sobie sprawę z tego, że rynek będzie się bardzo intensywnie zmieniał nawet w tym lokalnym ujęciu. Ten proces czeka również nas. Widziałem statystyki bankowe i wynika z nich, że najbliższa przyszłość to redukcja zatrudnienia w sektorze bankowym. Zostaną tylko ci doradcy, którzy będą akceptowani przez klienta i spełnią jego oczekiwania. To niestety nieuniknione. Rynek bankowy bardzo się polaryzuje. Rozwija się bankowość internetowa dla klienta typowo transakcyjnego, który nie potrzebuje praktycznie żadnej pomocy. Z drugiej strony musimy dbać o bankowość dla klientów zamożnych. Oni wymagają prowadzenia i będą wymagać w dalszym ciągu.

Nie ilość doradców, ale jakość będzie się liczyć…
Tak. To są klienci dysponujący określonymi aktywami, prywatnymi, czy firmowymi, które trzeba efektywnie lokować. Mamy do czynienia z taką mnogością ofert i możliwościami inwestycyjnymi, że trudno samemu, bez odpowiedniej wiedzy podjąć dobrą decyzję. Coraz głośniej o różnego rodzaju wpadkach na rynku inwestycyjnym. W dodatku wysoka wiedza, nie jest jedynym gwarantem. Liczy się jeszcze element zaufania. Klient nie powierza tak łatwo swoich aktywów do zarządzania nawet tym, którzy mają wiedzę. Pieniądze nie lubią szumu i lepiej dać je w opiekę komuś, komu się ufa.

Czy w tym roku, podobnie jak w latach poprzednich, Państwa oddział będzie organizował spotkania i konferencje dla przedsiębiorców?
Tak. W ciągu ostatnich lat wypracowaliśmy konwencję spotkań: wiosennego i jesiennego. Pierwsze  będzie połączone z wizytą ważnej osobistości, czy też autorytetu w świecie bankowości i biznesu. Z kolei jesienią, we wrześniu, tradycyjnie już spotkamy się z głównym ekonomistą naszego banku. Te cykliczne spotkania to już pewien dialog. W ich trakcie dajemy klientom wiedzę, a ci dają nam informacje zwrotne. Ten mechanizm tworzy wartość dodaną w biznesie.

Czy oceniając zachowania klientów Pańskiego oddziału można wyciągać wnioski na temat tego, jaki dziś mamy klimat dla lokalnego biznesu? Jak dziś zachowują się przedsiębiorcy na naszym lokalnym rynku Żywiecczyzny?
To fundamentalne pytanie. Przed nami trudny i niepewny czas. W świecie finansów istotny jest element optymizmu, który uwidacznia się nie tylko w sferze konsumpcji, ale również w innych segmentach świata finansów. Prawda jest taka, że ten rok nie zapowiada się optymistycznie na Żywiecczyźnie. Mamy za sobą kilka dużych wstrząsów. Myślę choćby o faktach związanych z upadłością Mostmaru, istotnych reduckajch zatrudnienia w Delphi, PKP, Fiacie. To mocne wybuchy na lokalnym rynku, które nie dają poczucia stabilizacji. Dlatego też nadchodzący rok nie będzie łatwy. Coraz większy pesymizm i ostrożność, ani nie stymuluje oszczędności, ani inwestycji, pogarsza więc sytuację. Najważniejszym zadaniem będzie po pierwsze polityka zatamowania spadku zatrudnienia, a po drugie kreowania nowych miejsc pracy. Czeka nas w tej kwestii tytaniczna praca na wiele kolejnych lat.

Odchodzimy trochę od tematyki bankowej. Doradzał Pan przy inwestycji związanej z budową nowego szpitala w Żywcu i to w tym elemencie inwestycji, który jest najbardziej niepewny i najtrudniejszy. Chodzi o dostosowanie specyfiki inwestycji w służbie zdrowia do aktualnych możliwości ich kredytowania. Przedłużająca się cisza, która towarzyszy planom budowy szpitala jest złowroga. Nie ma Pan obaw co do szczęśliwego finału całego przedsięwzięcia?
Z natury jestem optymistą, ale optymistą dobrze poinformowanym. Od początku mówiliśmy, że to bardzo trudny projekt ze względu na brak dobrych rozwiązań prawnych w zakresie partnerstwa publiczno prywatnego. Powołam się na statystykę. W Polsce udział PPP w całości inwestycji to są promile, a w państwach zachodnich to już kilkanaście procent. Mam jednak nadzieję, że cały proces idzie do przodu i liczę że zakończy się on pozytywnie. Co ważne, jest on nie tylko trudny ale również absolutnie pionierski. Dlatego, niezależnie od tego, jak się on zakończy, samorządowcy na Żywiecczyźnie i tak wiele zyskają. Przede wszystkim wiedzę, która będzie bardzo procentować w kolejnych przedsięwzięciach. Wszystkie te osoby, które uczestniczyły w przygotowaniu tego przedsięwzięcia, będą miały ogromną przewagę nad innymi samorządami, a kolejne projekty z pewnością znajdą się w czołówce przy ubieganiu o dotacje w ramach unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020.Tam już bez PPP się nie obejdzie, bo samorządy nie mając już pieniędzy na wkład własny do projektów, nie będą miały innego wyjścia jak tylko wejść w partnerstwo z prywatnym kapitałem.

Dokładne tak, a dzięki wiedzy, którą nasi samorządowcy zdobędą przy staraniach o budowę szpitala Żywiecczyzna będzie miała przewagę nad innymi.Ale czy to nie będzie wiedza o tym, że się nie da?
Cóż, podejście do PPP w Polsce nie jest na razie podejściem dominującym. Natrafia na barierę socjologiczną, którą prędzej czy później będzie trzeba zlikwidować. Entuzjaści PPP mają mocne argumenty. Podążamy drogą przetartą przez kraje Europy Zachodniej. Nie robimy nic nowego, choć wiadomo, że nie wszystkie rozwiązania da się wprost przenieść stamtąd i zastosować u nas.

Barierą jest nieufność do prywatnego kapitału.
Szczerze powiedziawszy w Polsce samo słowo lobbysta nigdy nie kojarzyło się pozytywnie. Złe przykłady głośnych afer z przeszłości zrobiły swoje. Teraz jest strach przed taką formą działalności, a przecież nie mamy wyjścia. Jesteśmy na to skazani.

Działa Pan na rzecz partnerstwa samorządu i przedsiębiorców. Jest Pan autorem Lokalnego Planu Rozwoju Żywiecczyzny, który zakłada ścisłą współpracę władz powiatu i gmin z przedsiębiorcami na rzecz rozwoju naszego powiatu. Proszę w kilku zdaniach przybliżyć tą ideę.
Głównym celem programu jest przywrócenie Żywiecczyźnie, wspólnymi publicznymi i prywatnymi siłami, utraconych funkcji społeczno gospodarczych oraz stworzenie szans rozwoju. Ma on zdefiniować te obszary działania, które wymagają priorytetowego traktowania i pomóc w skoncentrowaniu działań, sił i środków, zwłaszcza finansowych w okresie najbliższych lat, czyli 2014 -2020. Musi być również mocno skorelowany z najważniejszymi programami dotyczącymi regionu Żywiecczyzny oraz programami związanymi ze środkami z Unii Europejskiej, chociażby Regionalnym Programem Operacyjnym woj. śląskiego.

Czy program ma szansę na wdrożenie, czy też jest raczej planem idealnym, który nigdy nie doczeka się pełnej realizacji?
To trudne pytanie. Na dzień dzisiejszy został przychylnie przyjęty przez podmioty, które uczestniczą w tym procesie dialogowym. Przypomnę, że dialog to główny wymóg takiej formy działania. A czy będzie kierunkował zmiany na rzecz rozwoju, czy też stanie się idealnym planem na papierze, to będzie zależało przede wszystkim od głównych podmiotów odpowiedzialnych za kreowanie stanu gospodarczo-społecznego Żywiecczyzny.

Rozmawiał Tomasz Matlakiewicz


Bogdan Łysień jest dyrektorem oddziału MultiBanku w Żywcu, a zarazem właścicielem firmy BOGLYS (partnera BRE Banku). Działając w Stowarzyszeniu Przedsiębiorców Ziemi Żywieckiej opracował Lokalny Plan Rozwoju Żywiecczyzny, postulujący partnerstwo samorządu oraz środowisk naukowych i biznesowych na rzecz rozwoju Żywiecczyzny. Doradzał również podczas przygotowań do budowy nowego szpitala powiatowego w Żywcu oraz przy staraniach o pozyskanie inwestora w oparciu o zasady partnerstwa publiczno prywatnego.

 


mt_ignoreJedna marka zamiast trzech
Do końca 2013 roku ma nastąpić ujednolicenie 3 marek skupionych dotychczas w ramach grupy BRE. Z działających do tej pory BRE Banku (bankowość korporacyjna), MultiBanku (bankowość dla małych i średnich firm) oraz mBanku (dla klientów indywidualnych) ma powstać mBank, który zastąpi pozostałe marki. Będzie obsługiwał wszystkie trzy segmenty klientów. Skąd ten pomysł? Prezes grupy BRE, Cezary Stypułkowski już pół roku temu argumentował że największy potencjał rozwojowy ma właśnie mBank. Nie jest też tajemnicą, że obsługa marketingowa jednej marki jest znacznie tańsza niż trzech, z kolei mBank, przejmując infrastrukturę zastępowanych przez siebie placówek, będzie mógł również wzmocnić swoją sieć oddziałów.

TOMA

 

Dodaj swój komentarz

Imię :
Komentarz :